sobota, 6 września 2008

elegancja francja elegancja i inne przeboje

Juz po pierwszej godzinie lotu z Seulu do Paryza mialam dosc Francuzow. Bylam tak wsciekla ze chcac to z siebie wyrzucic, te cala goryz i zal i takie takie.... nie majac kajecika pod reka zabazgrolilam kazda pustrza strone w Hobiccie ktorego mialam przy sobie, bo czytam go.
I tam marudzilam ze mi muzyki nie pozwolili sluchac przy starcie, ze kimchi niesmaczne i ze do toalety nie puszczaja, bo turbulons. W PKP trzesie bardziej, no ale kit z tym. Przez godzine nie puszczali nikogo do kibelka bo turbulons whatever. A ludzi ktorym jakos udalo sie dobiec az do drzwi toalety.. odsylali na miejsce. Po tej godzinie meczar, gdzie nikt zadnych turbulons nie czul, bo wszyscy byli zbyt skupieni na wlasnych pecherzach... w koncu pozwoli nam sie wysikac. Wiec caly samolot, jak jeden maz powstal do toalety i stworzyl gigantyczna kolejke do kibelka. No coz...
Aaaa zapomnialam dodac, ze wszyscy nawijali do mnie po francusku... I dont speak french, a oni dalej swoje...
Nie udalo nam sie wyladowac za pierwszym razem.....
Przez ten caly cyrk z ladowaniem spoznilismy sie ok 30min.
Za 10 min mam lot do Berlina. "przepraszam czy moj samolot na mnie poczeka, czy zapodacie jakis wozeczek taksoweczke dla mnie co bym zostala na czas wsadzona do mojego samolotu do Berlina?" "pardon?" "kurdziu mac !, english, english?" "no no" "english?" "no no"
....
VIVA LA FRANCE !
Efekt byl taki ze utknelam na paryzalskim lotnisku na jakies 3h. Na paryzalskim lotnisku na ktorym internet bezprzewodowy jest, ale trzeba za niego jakos placic, a pani z customer service nie wie jak, na paryzalskim lotnisku gdzie automat [automat, nie komputer!!] do internetu jest po francusku, a pan w customer service nie wie jak go obslugiwac bo pierwszy raz owa maszyne na oczy widzi, na paryzalskim lotnisku gdzie ow automat przyjmuje bankonoty 10, 20 i 50 euro i nie wydaje reszty.... gdzie nikt nie mowi po angielsku, telefon na karte jest jeden...
VIVA LA FRANCE !
Francjo... daj mi szanse cie polubic.
Dolecialam w kazdym razie. Z Berlina odebral mnie kolega meza kolezanki siostry ze swoim bratem, ktorzy akurat odbierali kogos innego z Berlina.
A w Polsce.... sistera mnie wita butelka wina.... francuskiego.
Tata propobuje wspolny wypad ..... do Paryza.
Wracam sobie z imprezy, a tam na placu wolnosci buduja .... wieze Eiffla.
viva la france....

A ten ktos kogo odbieral kolega meza kolezanki mojej siotry z bratem.... to byl pan z Korei swoja droga. Swoja droga lecial sobie ta droga przez Amsterdam. Przyjechal na miesiac tlumaczyc jak sie obsluguje koreanskie maszyny do produkowania pianki jakiejstam. I zgadnijcie co.... Tak jak zostalam odebrana z tego lotniska, tak dostalam prace jako tlumacz. Lol. Ja. Tlumacz. Koreanski-polski. Ja. LOL. No ale super, nie dosc ze praca, pierwsza w zawodzie, to jeszcze w Szamotulach! Wiec pomieszkalam sobie z moja osobista sis przez dni pare, i to bylo dobre.

Polska Polska, a ja juz znalazlam sobie fajny i tani bilet do Korei. I chyba go kupie.

9-16 Dublin.
16-23 London
A potem sie zobaczy.

Chcialabym pozdrowic Ufoka, ktory wlasnie wrocil na chwilke z Iranu, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Ufi, zaluje ze nie bedzie mnie na imprezie. Buzia urodzinowa! :*
Powodzenia dla Tomasza [!] ktory w srode leci do.... Paryza na rok. Pokaz im tam! Tym... jak im tam... Francuzom.. ^^
Aaaa no i moja sis! Udanej Tunezji. [bo moja siostra ma urlop i sobie jedzie na wycieczke sie wygrzac i ladnie odprezyc].
A wy wszyscy inni, ktorzy nigdzie nie jedziecie, do zadnych fajnych ciekawych miejsc, albo z nikad wlasnie nie wrociliscie.... tez was pozdrawiam. No bo czemu by niby nie.
.
.
.
.
On my flight Seoul-Paris... just after one hour I hated french people allready. I was so pissed, that wanting to get rid of this whole anger, and not having any notebook with me... I basicly filled every empty page in The Hobbit with my complains, The Hobbit which I hapened to have with me, cause I read it now.
And over there I would whine that they didnt let me listen to the music while taking off, that kimchi is not good, and that they dont let us use the toilet because -toorboolounse. In polish trains it shakes more than in that plane , but oh well, for a whole hour they wouldnt let people go pee! After this horible hour when people didnt feel any toorboolounse, cause everybody was too focused on their bladders.. they finally let us use the lav, so everybody stood up, and formed a huge line. Well...
Oh, I forgot to mention that everybody would speak french with me. I dont speak french. But they didnt seem to find it important that I dont....
The pilot had some problems with landing..
Because of it, we were late to Paris 30 minutes.
In 10 minutes Ive got my plane to Berlin. "excuse me, is my conecting flight gonna wait for me? will you provide some ride for me, some fast ride to put me on my next plane directly?" "pardon?" "you have to be kiddin me, English? English?" "no no" "English?" "no no"
...
VIVA LA FRANCE !
Soo, I got stuck in Paris airport, for 3 h. In Paris airport where there is a wireless internet, but you have to pay for it, but this lovely lady in customer service doesnt know how. In Paris airport where internet machine [machine! not a computer, but a machine!] is all in french, and this lovely guy from customer service doesnt know how to use it, cause he is seeing it for the very first time in his life, where this machine takes only 10, 20 and 50 euro notes, but doesnt give any change... no one speaks English, there is only one regular phone booth....
VIVA LA FRANCE !
France, give me a chance to like you.
I got to Berlin anyways. In Berlin I was picked up by a friend of my sisters friends husband who was there picking up someone else [lucky me].
And in Poland... My sister is welcoming me with a bottle of a .... french wine.
My dad gives an idea of a trip together to.... Paris.
Im going back home from a party the other nite... and on Plac Wolnosci they building.... a litlle Eiffle Towel.
viva la france...
.
And this person that a friend of my sisters friends husband was picking up... it was a guy from Korea ! He came to Poland to teach some people how to use Korean machines that this company bought. And guess what... As soon they picked me up, I got a job as a translator! Me. A translator. Lol. Great. My first job in my profesion. And also... In Szamotuly. My hometown. So I stayed at my sisters place for a while, and it was good.
.
Poland, Poland, but I found a nice ticket to Korea already, and I think Im gonna buy it.
.
9-16 Dublin.
16-23 London.
.
And than I will see.
So, now I would like to send some greetings to Ufok, who just got back from Iran for a couple of days. Happy Birthday Ufi, I really regret I will not be on your party.
Very good luck for Tomasz, who is going to.... Paris for a whole year. [!] Enjoy.... France.
And my sis... Have fun in Tunesia!
And all the rest of you, who hasnt just come back from some funky place, and who are not going anywhere soon... you guys.. good luck as well, and a big kiss. :*

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zazdroszczę. Placu wolności, nie niedobrego kimchi w samolocie. Wracaj śpieszno, bo życie bez dłedzi kalbi musi być uciążliwe ;)

Anonimowy pisze...

no i juz wrocilem do tego zapomnianego przez cywilizacje kraju...
zaluj, ze na urodzinach Cie nie bylo :)
dziekuje za pozdrowienia